Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 listopada 2014

pesto marchewkowe

Moim ulubionym warzywem jest burak, niezmiennie. Na słono, słodko, pieczony, gotowany, w ciastach i deserach czekoladowych, mogłabym jeszcze długo wymieniać.
Najbardziej urzeka mnie barwa buraka, nie ma warzywa o równie pięknym kolorze. No może bakłażan, ale i tak przegrywa.
Marchew natomiast zawsze była na końcu listy moich faworytów wśród warzyw. Taki sobie smak, ale przede wszystkim kolor, nie lubię koloru pomarańczowego i już.
Jednym z moich ulubionych ciast jest ciasto marchewkowe, w którym marchwi w żaden sposób nie da się zastąpić, i dzięki niemu lubię ją trochę bardziej. W ostatnim 'Food&Friends' trafiłam na przepis na pesto marchewkowe, a po spróbowaniu go mój stosunek do tego warzywa zmienił się całkowicie. Nie tylko marchewkowe pesto pięknie wygląda, na przykład z moim ulubionym makaronem orkiszowym o lekko brązowej barwie, ale również smakuje rewelacyjnie. To odkrycie, którym będę się cieszyć w najbliższym czasie.







Składniki:
na około 200ml pasty

1 duża marchewka, obrana i starta na tarce o grubych oczkach
1 ząbek czosnku, obrany
100g sera manchego, startego
100ml oliwy virgin
100ml orzeszków pinii, uprażonych
sok i skórka starta z 1/2 cytryny
szczypta soli w platkach
szczypta ostrej papryki






Jak zrobilam:

Zblendowałam marchew z solą i czosnkiem, dodałam ser, orzeszki, sok i skórkę z cytryny i jeszcze raz zblendowałam. Dolewałam oliwę cienkim strumieniem, mieszając cały czas. Doprawiłam papryką.

Pesto jest doskonałe do makaronu. Żeby przygotować sos, trzeba rozgrzać na patelni 2-3 łyżki oliwy i rozprowadzić w niej 2 -3 łyżki pesto. Makaron ugotować al dente, szybko odcedzić i jeszcze mokry z resztą wody od gotowania wrzucić na gorącą patelnię z sosem. Szybko wymieszać i od razu podawać.


sobota, 27 września 2014

część I - lekki torcik ze śmietankowym kremem jaglanym i kwaskowatą marmoladą pigwową i jak zrobić marmoladę z pigwy

Część I

Mój przepis na torcik zaczynam od pigwy.
To moja pierwsza marmolada z pigwy.
Owoce pigwy są piękne, niepospolite, w przetworach smakują cudownie. Zapach smażonej marmolady, landrynkowo cytrynowy, cudowny. A jednak, marmolada z pigwy to raczej rarytas. Rzadko można ją kupić, ale można zrobić samemu. No tak, ale trzeba wiedzieć jak. Ja się dowiedziałam i oto jest, świeżutka marmolada.
Jej smak trudno podrobić; jest kwaśno słodka i wyjątkowo aromatyczna. Świetnie smakuje z pieczywem, ale chyba najlepsza jest w ciastach albo jako dodatek do mięsa. Wystarczy ją trochę inaczej doprawić, przede wszystkim regulując ilość cukru, a można marmoladę pigwową połączyć z różnymi smakami i potrawami.
Zainspirował mnie przepis z bloga Cioccolatogatto; marmolada z pigwy to mój pierwszy raz, musiałam się posiłkować instrukcjami.









Marmolada z pigwy

Składniki:

pigwa
cukier brązowy- dość dużo, bo 3/4 wagi owoców
sok wyciśnięty z 1/2 cytryny - opcjonalnie - ja nie dodałam










Jak zrobiłam:

Umyłam owoce i podzieliłam na ćwiartki. Włożyłam do rondla i zalałam wodą tak, żeby przykryłam owoce. Gotowałam na małym ogniu, aż owoce były bardzo miękkie i się już rozpadały, około 20 - 25 minut. Wtedy przetarłam je przez sito i zważyłam. Jeżeli chcecie dodać sok z cytryny, to właśnie w tym momencie. Dodałam cukier w ilości 3/4 wagi przetartych owoców. Smażyłam na bardzo małym ogniu, mieszając, aż zgęstniała.
Teraz można przełożyć do wyparzonych słoiczków i zapasteryzować.








To część pierwsza przepisu na lekki torcik z kremem jaglanym, którego częścią jest marmolada pigwowa. Za kilka chwil będzie przepis na torcik.



wtorek, 24 września 2013

chutney jagodowy i warsztaty słodko - słona jesień w SPOT

Jutrzejsze warsztaty będą, mam nadzieję, ciekawe.
Menu, które przygotowałam na nie to potrawy, słodkie i słone z warzyw i owoców w niecodziennych odsłonach. Nie koniecznie jadamy buraki w postaci placków, czy placki gryczane, lekko pikantne z konfiturą ze śliwek z czekoladą. A to właśnie będziemy gotować jutro.
Do tego upieczemy ciasta, ale również niezwykłe; w każdym bowiem będzie składnik, którego na co dzień nie używamy do pieczenia, albo który najczęściej wykorzystywany jest bardziej tradycyjnie, na przykład kasza manna, którą zastosujemy jako bazę do kruchego spodu tarty.

Dzisiejszy przepis to chutney, czyli rodzaj wytrawnej, ale z dodatkiem cukru, konfitury z owoców czy warzyw, którą jada się do mięs czy, jak u mnie, wytrawnych placków.



 

Składniki:

około 300g jagód albo borówek amerykańskich
3 - 4 łyżki cukru brązowego
2 łyżki masła
2 łyżki octu balsamicznego
1 łyżeczka cynamonu
garść suszonej żurawiny
1 - 11/2 łyżeczki chili w proszku





Jak zrobiłam:

1.   Roztopiłam masło, dodałam cukier i chwilę podgrzewałam.

2.   Dodałam resztę składników, wymieszałam. Na końcu wrzuciłam jagody i smażyłam, na małym ogniu, aż
 całość przypominała gęsty sos.

3.   Gorący sos przełożyłam do wyparzonego słoiczka i zamknęłam. 







Chutney jest doskonały do mięs, a na warsztatach przygotujemy go do placków z buraka.
Placki na zdjęciu co prawda to nie buraczane, ale dyniowe, a z chutneyem równie pyszne.

sobota, 5 stycznia 2013

5 January 2013

Zima to najlepszy czas na przetwory cytrusowe, a tych owoców, tanich i dorodnych, wszędzie dookoła mnóstwo.
We Francji konfitura, czy marmolada z pomarańczy jest bardzo niemal obowiązkowa do porannej kawy i croissanta. W Anglii do śniadania kontynentalnego też z pewnością podadzą marmoladę pomarańczową.
A ja, w okresie świątecznym nagromadziłam takie ilości cytrusów, że nie sposób było je zjeść. Do tego, upieczona wcześniej chałka kusiła, ale brakowało mi do niej właściwego wykończenia.
No i, oglądając nowości na różnych blogach, trafiłam u Pistachio na przepis na konfiturę z pomarańczy.
Ogrom zapasów czekających na pomysł na nie i prostota przepisu zachęciły mnie do działania w kuchni, a efekt przeszedł moje oczekiwania.
Najlepsza jest konfitura z gorzkich pomarańczy; miałam takie mnóstwo zwykłych, które chciałam wykorzystać, że poprzestałam na tej najzwyklejszej odmianie, ale i tak wszystko udało się doskonale.






KONFITURA Z POMARAŃCZY

Składniki:

4 duże pomarańcze (mogą być gorzkie, czy czerwone, ja użyłam zwykłych)
1 limonka, sok i starta na tarce o drobniutkich oczkach skórka
około 900 - 1000g cukru
3-4 łyżeczki campari albo cointreau (opcjonalnie, ja nie użyłam)





Jak zrobiłam:

1.   Pomarańcze dokładnie umyłam i odcięłam końce (czapeczki). Pokroiłam w cieniutkie plasterki, razem ze skórką (można zetrzeć na szatkownicy, muszą być cieniutkie; ja się bardziej postaram następnym razem).
Plasterki podzieliłam na szóstki (każdy na pół, a potem na 3 części). Przełożyłam do dużej miski i zalałam 1200ml wody na 12 godzin.

2.   Po tym czasie, przełożyłam do garnka, razem z wodą, i zagotowałam, a potem gotowałam przez około 40 minut. Skórki owoców muszą być zupełnie miękkie.

3.   Dodałam sok i skórkę z limonki i wymieszałam dokładnie.

4.   Teraz czas na cukier. Zmierzyłam z grubsza objętość masy pomarańczowej i na każdy kubek objętości wsypałam kubek cukru. Na małym ogniu podgrzałam, cały czas mieszając, aż cukier się rozpuścił.







Zwiększyłam ogień i na dość dużym ogniu smażyłam przez około 40 minut, aż woda odparowała, a konfitura się zagęściła. Alkohol powinien być dodany w tym momencie, całość zamieszana i odstawiona na 5 minut. Ja po prostu wyłączyłam ogień i odstawiłam na parę minut, bez dodania alkoholu.






5.   Słoiki wyparzyłam i włożyłam do nich konfiturę, natychmiast dokładnie je zamknęłam. Z 4 dużych pomarańczy uzyskałam 4 spore słoiki.




Słoiki z konfiturą powinno się przechowywać w ciemnym miejscu. Nie będę chyba musiała się martwić o to jak i gdzie je przechować, bo pierwszy słoik jest już prawie zjedzony. 

Dwa ostatnie słoiki napełniałam następnego dnia, bo musiałam je zdobyć. Zanim przełożyłam do nich konfiturę, zagotowałam ją jeszcze raz i podgrzewałam przez chwilę. I ta partia jest najlepsza, bardziej gęsta i ciemniejsza.
MOJA RADA: po ostatnich 40 minutach smażenia, zostawcie ją do następnego dnia, przesmażcie jeszcze raz, przez moment i dopiero wkładajcie do słoików.



sobota, 17 listopada 2012

17 listopada 2012

Planów na gotowanie mam całe mnóstwo i kuchnia też jest pełna zapasów, które gromadzę z myślą o pomysłach. Potem zapominam, po co kupiłam na przykład kasztany jadalne albo pory, które straciły pierwszą świeżość, czekając na swoją kolej.
Najczęściej gromadzę owoce i warzywa, które niestety mają dość krótki czas przydatności do spożycia. Spojrzałam wczoraj na miskę ogromnych rozmiarów z jabłkami w dużej ilości i odkryłam, że część z nich wzywa pomocy. Znalazłam jeszcze gruszki w podobnym stanie i kilka owoców pigwy, które zaczęły pokrywać się brunatnymi plamkami.
Czas zrobić dżem, konfiturę czy marmoladę..

Dzisiejsze śniadanie to świeżutka bagietka z masłem, dżem i czarna kawa, i nie ma lepszego śniadania!







Dzisiejszy przepis będzie bardzo prosty. Każdy z pewnością kiedyś robił dżem albo konfiturę.

Skladniki:

kilka jabłek
2-3 gruszki
3 owoce pigwy
cukier biały, ilość zależy od tego, jak słodki ma być dżem
cukier brązowy, podobnie jak wyżej
kilka łyżek miodu






Jak zrobiłam:

Wykonanie, podobnie jak składniki, jest bardzo proste.
Nie mam żadnego szczególnego przepisu na takie przetwory.






1.   Umyłam i obrałam owoce. Pokroiłam je na w miarę drobne cząstki. 

2.   Wrzuciłam pokrojone owoce do garnka i dosypałam sporą ilość cukru. Garnek wstawiłam na mały ogień.

3.   Smażyłam dość długo, aż owoce puściły sok, który potem się stopniowo redukował.





4.   Od momentu, kiedy soku jest już bardzo mało trzeba bardzo uważać, żeby dżem się nie przypalił, a więc bardzo często mieszać. Wielokrotnie przypaliłam owoce i nauczona tym doświadczeniem, nie opuszczam kuchni. Wyszorowanie garnka przypalonego przez skarmelizowany cukier graniczy z cudem.





5.   Pod koniec smażenia dodałam jeszcze trochę cukru brązowego i miodu. Smażyłam jeszcze przez jakiś czas, aż dżem stał się pięknie błyszczący.





Zwykle dżem przesmażam ponownie następnego dnia. Tak też zrobiłam. Nie podaję przepisu na pasteryzację, bo nie trzeba było niczego przechowywać, dżem został wykorzystany w całości do śniadania.


wtorek, 16 października 2012

16 października 2012

Dynia jest cudownym materiałem do obróbki kulinarnej. Jest z nią jednak duży problem; właśnie, jest zwyczajnie ogromna. Żeby ją całkowicie wykorzystać, trzeba się nieźle natrudzić. Wykorzystałam to pomarańczowe cudo w pierożkach, placuszkach, swoją drogą doskonałych, wczoraj je powtórzyłam, muffinkach czy babce.
Jednak to, na co wpadłam ostatnio, to absolutna rewelacja smakowa, którą można szybko i prosto wypełnić słoiki. Słoiki na zimę, oczywiście.
Chutney z jabłek, czyli konfiturę jabłkową na słono i ostro, już robiłam wcześniej. Dyniowy usmażyłam po raz pierwszy i z pewnością nie ostatni, zostały po nim puste słoiki.





CHUTNEY DYNIOWY


Składniki:
ilość wystarcza na 2 średniej wielkości słoiki

około 500g miąższu z dyni
2 duże czerwone cebule
pomarańcza
sok z cytryny
oliwa do smażenia 
sól, pieprz
3 duże łyżki ziaren gorczycy 
80g brązowego cukru
kieliszek białego wina
pół kubka octu jabłkowego, może być ocet winny





Jak zrobiłam:

1.   Obraną i wydrążoną dynię pokroiłam w kostkę. Cebulę pokroiłam w piórka, czyli cieniutkie plasterki.

2.   W garnku rozgrzałam oliwę i na niej dusiłam dynię razem z cebulą. Po około 10 minutach dodałam sok z cytryny i gorczycę. Gotowałam jeszcze ponad 15 minut.

3.   Pomarańczę obrałam i usunęłam wszystkie błony. Sam miąższ pokrojony na kawałki dodałam do dyni i cebuli. Dodałam dość dużo soli i pieprzu, żeby smak był wyrazisty. Dodałam wino, potem ocet a na końcu cukier brązowy.




4.   Gotowałam przez około 20 minut. Trzeba bardzo pilnować, żeby konfitura się nie przypaliła i dość często ją mieszać. Po tym czasie trzeba chutney spróbować i jeszcze przyprawić.


Wyparzone słoiki napełniłam chutneyem, dokładnie zamknęłam i gotowe. Niestety, nie dotrwają do zimy, bo już zostały opróżnione. 

Często słyszę pytanie, co to właściwie jest chutney. O pochodzeniu tego specjału pisałam już wcześniej, przy okazji jabłkowego. Żeby nie nudzić i się nie powtarzać, jest to rodzaj konfitury, ale przyprawionej na słodko i jednocześnie słono, octowo i pikantnie. Dzięki temu, jest świetnym dodatkiem do mięs, placków na słono, drobiu, a nawet wędlin.
Zamiast tradycyjnych borówek, czy jabłek do kaczki, dziczyzny czy wieprzowiny, warto spróbować czegoś innego, a przygotowanie jest szybkie i bardzo łatwe, efekt doskonały.








  



piątek, 28 września 2012

CHUTNEY JABŁKOWY

Jesień oferuje mnóstwo owoców, ale najdoskonalsze spośród nich są jabłka. Można je przyrządzać na słodko, na słono, w kwaśnych tonacjach i winnych...
Doskonałe wykorzystanie jabłek to oczywiście szarlotki, kto ich nie lubi. Zamierzam im poświęcić dużo czasu. Lubię je w wersji polskiej, amerykańskiej apple pie, czy francuskiej tarty tatin.
Ja miałam ogromną ochotę na wykorzystanie jabłek jako dodatku do mięs. Wraz z nastaniem chłodów, mam nie tylko ochotę na czekoladę,ale również, ogromną, na mięso.
Samo mięso jednak jest dla mnie mało ciekawe. Gotowane warzywa, czy sałaty, to wszystko do niego już było.
Wystarczy do mięsa dodać aromatyczny i pachnący Indiami, słodko - kwaśny chutney i mięso zamienia się w orientalną potrawę.
Produkcja chutney to świetne zajęcie na jesienne wieczory. Rzędy słoiczków na półkach cieszą oczy i napawają dumą. Zwykłe jabłka, po dodaniu kombinacji przypraw i odpowiedniej procedurze gotowania zamieniają się w orientalną konfiturę.

Jestem bardzo dociekliwa w kwestii kulinariów i postanowiłam ustalić pochodzenie chutney.
Jak się okazuje, jest to bardzo stary sposób przechowywania i zaprawiania owoców i warzyw, i to wcale nie wywodzący się z Azji, ale z Europy Północnej. Dopiero później został zaadoptowany przez Imperium Rzymskie, potem Brytyjskie, i wraz z ich ekspansją, zawieziony do kolonii i na inne kontynenty, do Ameryki i Australii.
Chutney to mieszanina owoców i warzyw z dodatkiem przypraw i cytrusów, które, jako naturalne konserwanty, pozwalają przechowywać go przez długi czas.




CHUTNEY JABŁKOWY


Składniki:

3 szklanki jabłek pokrojonych w grubą kostkę; nie trzeba tego robić starannie
szklanka cebuli, pokrojonej w kostkę
2 małe papryczki chili, pokrojone w plasterki razem z nasionami i włóknami, bo to jest ta najostrzejsza część
3/4 szklanki octu jabłkowego
garść rodzynek
kawałek startego świeżego imbiru
3/4 szklanki brązowego cukru
skórka z cytryny, pokrojona na drobniutkie paseczki
sól, pieprz
po łyżeczce nasion czarnuszki, gorczycy, kopru, kminu, kozieradki; prażyłam je na patelni, aż zaczęły podskakiwać, a potem powinny być utarte, najlepiej w moździerzu; ja rozbiłam je lekko tłuczkiem




Przygotowanie jest w miarę proste, najwięcej czasu zabiera obranie jabłek.

Wykonanie:

1.   Ocet z cukrem w garnku doprowadziłam do wrzenia. Zmniejszyłam ogień i dodałam skórkę z cytryny i papryczki. Dusiłam przez kilka minut.

2.   Uprażone i rozdrobnione ziarna przypraw dodałam do syropu, dusiłam całość przez kilka minut pod przykryciem na malutkim ogniu, a potem wrzuciłam imbir i nadal gotowałam.

3.   Dodałam cebulę,rodzynki, a potem jabłka. Dusiłam około 30 minut, jabłka delikatnie rozgniatałam drewnianą łyżką w miarę gotowania. 

  




Mam nadzieję, że nie zapomniałam o żadnym składniku. 

Na końcu doprawiłam solą i pieprzem.
Powinniśmy uzyskać konsystencję gęstego dżemu, czyli zredukować większość soku.
Chutney powinien dojrzewać przez kilka dni przed podaniem; trudne do wykonania.

Jeżeli nie macie któregokolwiek ze składników, nie przejmujcie się, improwizacja jest doskonałym rozwiązaniem. Ja nie miałam gorczycy i zamiast niej dodałam ziarna kolendry; efekt rewelacyjny.



Pozostaje wyparzyć słoiczki i przechować chutney na długie zimowe wieczory; będzie to hot jar, czyli słoiczek letniego gorącego słońca, ale również ciepła ostrych przypraw.
Chutney jest świetny do mięs, ale właściwie do wszystkiego. Ja jadłam go z ciepłą bagietką rustykalną. Ale o tym jutro!