niedziela, 16 grudnia 2012

16 grudnia 2012

Wydawało mi się, że przepisy z kuchni włoskiej i francuskiej to moje ulubione. Ostatnimi czasy odkrywam kuchnię angielską, nie tak popularną i lubianą u nas, ale bardzo ciekawą, oryginalną i bardzo dobrą.
Staram się jednak wybierać te zdrowe i w miarę lekkie potrawy, bo Anglicy, obok doskonałych dań, mają upodobania zupełnie nie należące do moich smaków, na przykład do ciężkich sosów, czy rozgotowanych jarzyn.

Bardzo lubię angielskie wypieki.
Postanowiłam wypróbować scones, czyli angielskie bułeczki, jako urozmaicenie świątecznego śniadania. Scones można robić na słodko i wytrawnie, nadają się więc do dżemu, czy konfitury, ale dobre są również z szynką, chudym bekonem, czy żółtym serem.



 

ANGIELSKIE SCONES, czyli BUŁECZKI NA ŚWIĄTECZNE ŚNIADANIE


Moje bułeczki są w wersji słodkiej; jeżeli mają być wytrawne, trzeba pominąć cukier i skórkę z cytryny.

Składniki:

450g mąki
6 łyżeczek proszku do pieczenia 
1 łyżeczka soli
skórka starta z 1 cytryny
75g masła, zimnego i pokrojonego na kawałki
75g cukru, plus 2 1/2 łyżeczki do posypania
150ml mleka lub maślanki, ja użyłam kwaśnego mleka
150ml śmietanki kremówki
trochę mleka do posmarowania bułeczek






Jak zrobiłam:

1.   Do dużej miski przesiałam mąkę i sól. Palcami wtarłam dokładnie masło w mąkę, musi powstać masa o konsystencji bułki tartej. Ten zabieg napowietrza mąkę, dzięki temu pięknie rośnie.

2.   Wsypałam cukier i dodałam skórkę z cytryny. Jeżeli tarta ma być wytrawna, cukier i skórkę trzeba pominąć. Wymieszałam.

3.   W środku suchych składników zrobiłam dołek i wlałam kwaśne mleko i śmietanę. 






4.   Mąkę połączyłam z mokrymi składnikami za pomocą noża, którym ostrożnie i wolno siekałam całość, aż zamieniła się w bryłkowatą masę. Wtedy przeniosłam ją na blat i delikatnie zagniotłam; krótko, bo ciasto nie powinno być gładkie. Wystarczy, jak da się uformować w zwartą bryłę.






5.    Piekarnik rozgrzałam do 200'C. Blaszkę wyłożyłam papierem do pieczenia.
   
6.   Wałkiem uformowałam z ciasta placek, dość gruby, bo 2 - 3 centymetrowy. W placku wycięłam krążki o średnicy 7cm. Ułożyłam je na blaszce, a wierzch każdego posmarowałam kwaśnym mlekiem i posypałam cukrem.

7.   Piekłam przez 15 minut; muszą trochę wyrosnąć i lekko się zrumienić. Najlepiej je postukać od spodu, a jeżeli odgłos będzie głuchy, to znaczy, że są gotowe.


    

Do powideł dodałam odrobinę mascarpone. Można zamiast niego dodać bitą śmietanę.


Scones są najlepsze świeżo upieczone, prosto z piekarnika. Masło rozpuszcza się wtedy na nich i cudownie oblewa całość. Dla mnie najlepsze są z powidłami śliwkowymi i mascarpone.
Zamierzam również wypróbować wariant wytrawny, z serem pleśniowym, który można wetrzeć do ciasta obok masła.
Bułeczki robi się błyskawicznie, można więc upiec świeże na świąteczne śniadanie. Zamierzam to zrobić i dodać zapach gorącego pieczywa do zapachu choinki i piernika.







piątek, 14 grudnia 2012

14 grudnia 2012

Czas na obiecany sernik świąteczny.
Serniki to chyba najbardziej lubiane ciasta, nie tylko u nas, ale i w innych częściach świata.
Te 'anglosaskie', czyli brytyjskie i amerykańskie, robi się na spodach z pokruszonych herbatników z masłem, a sama masa serowa jest lekka, zwykle pokryta warstwą galaretki owocowej.
Francuski sernik z kolei, to tarta z masą serową, polana czekoladą.
Wszystkie są pyszne, ale najbardziej lubię nasz tradycyjnie pieczony sernik. Na taki właśnie, ze zwykłym, no prawie zwykłym, białym serem, ubitymi białkami jajek i masłem, wypracowałam przepis i uważam, ze jest bardzo udany.
Ten sernik tradycyjnie piekę na Święta. Zawsze się udaje i co roku zostaje okrzyknięty najlepszym sernikiem na świecie. Myślę, że każdy, kto piecze serniki uważa, że jego właśnie jest najlepszy, ale mam nadzieję, ze ten przepis przypadnie chociaż niektórym do gustu.





SERNIK ŚWIĄTECZNY

Składniki:

spód:

1 kubek mąki
1 łyżka cukru pudru
1/4 kostki zimnego masła, pokrojonego na kawałki
1 żółtko
2-3 łyżki kwaśnej śmietany

ser:

750g sera białego, śmietankowego
1 kostka masła, miękkiego
4 jaja
1 i 1/2 kubka cukru
starta skórka z 1 cytryny
sok wyciśnięty z 1 cytryny
cukier waniliowy
1 kubek bakalii (pomijam, bo wolę czysty sernik)





Jak zrobiłam:
spód:

1.   Mąkę i masło posiekałam nożem, dodałam cukier, jajko i śmietanę. Szybko zagniotłam ciasto. Rozwałkowałam je do średnicy około 24cm, czyli średnicy tortownicy, i wylepiłam spód formy.

2.   Piekarnik rozgrzałam do 180'C. Formę wstawiłam do piekarnika i podpiekłam spód - około 15 minut.


  



ser:

1.   Miękkie masło utarłam z cukrem, potem dodałam żółtka i dalej ubijałam mikserem. Do gładkiej masy wsypałam cukier waniliowy, wymieszałam. Dodałam sok z cytryny i startą skórkę.

2.   Białka jajek ubiłam na sztywną pianę; do ubijania zawsze dodaję szczyptę soli, a białka powinny być zimne.

3.   Do masy z masła, cukru i jajek włożyłam biały ser. Najlepiej jest dodawać go porcjami, ciągle mieszając masę. Potem powinno się wrzucić sparzone bakalie, których ja nie dodaję. Na końcu włożyłam pianę z białek i delikatnie mieszając, teraz już łyżką, wmieszałam ją w masę. Łyżką trzeba sięgać do spodu miski, żeby wszystkie składniki dokładnie się połączyły.


   



4.   Masę serową wyłożyłam na podpieczony spód i formę włożyłam do piekarnika o temperaturze 180'C. Piekłam przez ponad godzinę. Zawsze sprawdzam po 65 minutach, delikatnie, patyczkiem, czy sernik jest już wypieczony. Najlepiej jest nie zaglądać do piekarnika przed upływem czasu pieczenia, żeby 'nie przeziębić' sernika.





Kiedy sernik jest gotowy, trzeba go zostawić w uchylonym piekarniku przez 15 - 20 minut. Ja zwykle potem otwieram piekarnik, a sernik zostawiam w środku, aż jest lekko ciepły.
Chyba dzięki temu, nigdy nie opada.





Sernik można polukrować, dodać orzechy, czy śliwki suszone. Ja wolę taki minimalistyczny, ale przepis dopuszcza różne rozwiązania.



środa, 12 grudnia 2012

GALETTE Z ZIEMNIACZKAMI I BIAŁĄ KAPUSTĄ NA OSTRO

Codziennie rano cieszę się niezmiennie białym pejzażem za oknami, teraz szczególnie, kiedy świeżo umyte szyby wydobyły urodę widoku. Kiedy okna są umyte, uważam, że już jestem gotowa do Świąt; niestety, to radosne uczucie mija po kilku dniach, z chwilą uświadomienia sobie, że jeszcze sporo do zrobienia. Na szczęście, na horyzoncie już widać Boże Narodzenie i chwila oddechu od codziennego zamieszania już blisko, bardzo blisko.





Małgonię ze Szmaragdowej Wyspy obdarowałam makaronikami, a ona zawitała tu z prezentem dla mnie, oczywiście kulinarnym.
Ostre przyprawy bardzo lubię i nawet te bardzo ostre nie robią na mnie niesamowitego wrażenia. To, co dla innych jest bardzo ostre, a widzę to często na warsztatach kulinarnych, dla mnie jest zaledwie lekko pikantne. Kiedy więc Maciek uprzedził mnie, że Mr Naga jest bardzo 'hot', nie potraktowałam tego z należytym respektem i włożyłam sobie do ust połowę łyżeczki tej przyprawy z papryczek. Dobrych kilka minut minęło zanim doszłam do siebie.
Dzięki Mr Naga wpadłam na pomysł na pikantne ziemniaczki na galette.
Wszędzie królują słodkości, myślę, że dobrze na chwilę zmienić smak.





GALETTE Z ZIEMNIACZKAMI I BIAŁĄ KAPUSTĄ NA OSTRO

Składniki:
ciasto:

1 i 1/4 kubka mąki
1/4 łyżeczki soli
120g zimnego masła, pokrojonego na kawałki
1/4 kubka kwaśnej śmietany
2 łyżeczki soku z cytryny
1/4 kubka lodowatej wody

żółtko jajka rozbełtane, do posmarowania brzegów galette





nadzienie:

około 1 kg ziemniaczków
1 i 1/2 kubka białej kapusty, pokrojonej w paseczki
1 duża biała cebula
1/2 kubka kwaśnej śmietany 18%
3/4 kubka startego sera Bursztyn
1 i 1/2 łyżeczki ostrej przyprawy Mr Naga - można ją zastąpić mieloną ostrą papryką czy chilli 
sól, pieprz
oliwa
2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
natka pietruszki ,posiekana, do posypania





Jak zrobiłam:
ciasto:

1.   Mąkę i sól wymieszałam, dodałam zimne mało pokrojone na kawałki i roztarłam palcami na grudkowatą masę.

2.   Śmietanę wymieszałam z sokiem z cytryny i zimną wodą. Wlałam do suchej masy i szybko wyrobiłam ciasto. Jeżeli jest bardzo mokre, trzeba dodać trochę mąki i jeszcze raz wyrobić.

3.   Z ciasta uformowałam kulę i włożyłam ją do lodówki na godzinę.


nadzienie:

1.   Ziemniaki wyszorowałam i pokroiłam w cieniutkie plasterki, ze skórką. Cebulę pokroiłam w plasterki, a kapustę w paseczki.

2.   Na patelni rozgrzałam oliwę i wrzuciłam warzywa. Smażyłam kilka minut, aż były lekko chrupkie, ale jeszcze twardawe. Przewracając, trzeba uważać, żeby ich nie połamać. Doprawiłam solą i pieprzem, a na końcu dodałam ostrą pastę Mr Naga.

podłoże nadzienia:

Śmietanę wymieszałam ze startym serem Bursztyn.

Oliwę wymieszałam z czosnkiem.





całość:

1.   Ciasto wyjęłam z lodówki, rozwałkowałam na placek o średnicy 30cm, który przeniosłam na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Piekarnik rozgrzałam do 180'C.

2.   Środek placka posmarowałam śmietaną z serem, zostawiając margines 5cm. Na śmietanie ułożyłam ziemniaki z cebulą. Brzeg placka zagięłam do środka, przykrywając częściowo ziemniaki. Całość skropiłam oliwą z czosnkiem.

3.   Brzeg posmarowałam roztrzepanym jajkiem, żeby po upieczeniu ciasto miało piękny złocisty kolor.




Piekłam przez około 45 minut, aż brzeg stał się złocisty.

Galette już piekłam, ale jest to moja ulubiona tarta i robię ją bardzo często, zmieniając nadzienie. Jest doskonałym daniem na imprezę, efektowna i bardzo dobra, cieszy się zawsze ogromnym powodzeniem i robi wrażenie.




   

sobota, 8 grudnia 2012

8 grudnia 2012

Zrobiło się przepięknie, biało, zimno, śniegowo, przytulnie i świątecznie.
Widok z okna zachwycający, czego zdjęcie niestety nie oddaje. Poranny bieg energetyczny i odświeżający, zachwycający dzięki ośnieżonym drzewom i śniegiem skrzypiącym pod butami.
Czas najwyższy pomyśleć o prezentach.


  


Zachwyciła mnie książka Sigrid Verbert " Smakowite prezenty", którą ostatnio znalazłam na półce w księgarni. Jest nie tylko ładnie wydana, ale przede wszystkim zawiera całe mnóstwo świetnych przepisów, nie tylko słodkich. Do tego jest ilustrowana zdjęciami autorki tak pięknymi i estetycznymi, że aż pozazdrościłam i umiejętności i pomysłów; każde bez wyjątku mi się podoba.
A co do prezentów..
Małgonia ze Szmaragdowej Wyspy zawitała na moment. Prezentem dla niej miały być makaroniki, na które przepis znalazłam w tej właśnie książce.
Makaroniki okazały się tak udane, że nie były tylko jednorazowym, prezentowym wypiekiem.






LATTE MACARONS Z KREMEM CZEKOLADOWO - MALINOWYM


Składniki:

220g cukru pudru
120g mielonych migdałów
90g białek
30g cukru
20g kakao
cytryna
szczypta soli
275g czekolady - wg przepisu mlecznej, ja użyłam deserowej
2 - 3 łyżki dżemu malinowego
2 - 3 łyżki cukru pudru
50g masła

w przepisie są owoce marakui (6 sztuk) zamiast dżemu malinowego, nie ma również drugiej porcji cukru pudru, czyli dodatkowych 2-3 łyżek, do kremu






Jak zrobiłam:
makaroniki:

1.   Połączyłam cukier puder z mielonymi migdałami i przesiałam przez sitko. Dodałam kakao i wymieszałam.

2.   Do miski z białkami dodałam szczyptę soli i 2 krople cytryny i ubiłam na sztywną pianę.

3.   Do piany, cały czas ubijając, dodałam cukier. Potem wsypałam połowę suchych składników. Wymieszałam łyżką od dołu ku górze, dokładnie. Dodałam resztę suchych składników i jeszcze raz wymieszałam.


    

4.   Piekarnik nagrzałam do 160'C. Blaszkę wstawiłam do piekarnika na chwilę, żeby się nagrzała. Na ciepłej blaszce formowałam łyżką makaroniki - można użyć rękawa cukierniczego, ale ja nie mam i nie lubię. Makaroniki początkowo, po nałożeniu na blaszkę, były grubsze i wyższe niż na zdjęciu, ale do czasu kiedy skończyłam formować ostatni, pierwszy już się zmienił w zgrabny mały placek.






5.   Piekłam 15 minut. Po wyjęciu trzeba zostawić na blaszce, aż wystygną. Mam jedną blaszkę i dlatego makaroniki piekłam w dwóch porcjach. Przy formowaniu trzeba pamiętać, żeby zostawić między nimi odstępy na wypadek rośnięcia ( czyli zamieniania się w placuszki).



krem:

1.   W kąpieli wodnej, czyli garnuszku umieszczonym w większym garnku z gorącą wodą, rozpuściłam czekoladę. Zdjęłam czekoladę z garnka, dodałam do niej zimne masło i wymieszałam.

2.   W mniejszym garnuszku podgrzałam dżem malinowy. Dodałam go do czekolady, wymieszałam. Wsypałam cukier puder i wszystko połączyłam.




3.   Krem odstawiłam na trochę, żeby odpoczął. Po kilkunastu minutach połowę wystudzonych makaroników posmarowałam kremem i przykryłam drugim ciastkiem. Zostawiłam, aż krem stężał.





Makaroniki włożyłam do papilotek na babeczki i zapakowałam, każdy osobno w bibułki.
A torba na zdjęciu to gotowy prezent dla Małgoni i Maćka.

środa, 5 grudnia 2012

6 grudnia 2012

Ćwiczeń przedświątecznych ciąg dalszy...
Marzy mi się idealny, wilgotny, korzenny i ciężki piernik. Taki, który wypełniłby swoim zapachem cały dom.
I znalazłam, piernik Magdy Gessler. Jej przepis na piernik ze śliwkami i ogromną ilością czekolady jest dokładnie taki. Ten, jako absolutnie doskonały, zostawiam na później.
Dzisiaj będzie o innym bardzo dobrym, o pierniku Elizy Mórawskiej.
Według przepisu powinien on zawierać orzechy i suszone wiśnie. Z braku wiśni poprzestałam na orzechach i migdałach. Można je oczywiście zastąpić rodzynkami, ale ja za nimi nie przepadam i stąd moja wersja jest trochę uboższa. Trochę, bo orzechów i migdałów jest w nim całe mnóstwo. Rodzynki są w pierniku jednak potrzebne do podtrzymania jego wilgotności. Następnym razem dodam śliwki suszone, które zdecydowanie bardziej lubię niż rodzynki.

PIERNIK Z ORZECHAMI I MIGDAŁAMI BEZ SUSZONYCH WIŚNI 





Składniki:

2 jajka
120g cukru
250ml płynnego miodu
125g masła, stopionego i ostudzonego
125ml świeżo zaparzonej, mocnej kawy
280g mąki pszennej
2 łyżki przyprawy do piernika (można dać mniej, ja lubię dużo)
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżeczka imbiru w proszku
2 łyżeczki goździków utłuczonych w moździerzu
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
100g pokruszonych orzechów włoskich
100g posiekanych migdałów
100g wiśni suszonych - ja nie miałam, ale dobrze jest dodać




Jak zrobiłam:

1.   Jajka utarłam z cukrem. Ciągle ucierając dodawałam miód, masło i kawę.

2.   Wszystkie suche składniki, czyli mąkę z przyprawami, proszkiem i sodą wymieszałam.





3.   Dodałam suche składniki do mokrych i miksowałam przez dobrą chwilę, aż się dobrze połączyły, a masa była gładka i jednolita.

4.   Do masy dodałam orzechy i migdały ( i ewentualnie wiśnie, czy śliwki). Wymieszałam dokładnie.




5.   Piekarnik rozgrzałam do 180'C. Masę włożyłam do formy keksowej, wysmarowanej masłem i wysypanej kaszką kukurydzianą ( może być bułka tarta).




Piekłam przez 60 minut. Najlepiej sprawdzać patyczkiem, musi być suchy, czy ciasto już wypieczone.




Piernik można oblać czekoladą z wierzchu, można przełożyć powidłami; ten jednak chciałam zrobić jak najprostszy.
Obiecany piernik Magdy Gessler, który można przechowywać tygodniami, a im starszy tym lepszy, za parę dni. Następnymi moimi  przepisami będą  świąteczny sernik, mój popisowy, a także rewelacyjne makaroniki przekładane czekoladą.




poniedziałek, 3 grudnia 2012

4 grudnia 2012

Okres świąteczny tak mnie nastraja, że gotuję i piekę codziennie, i to nie jedną tylko potrawę czy ciasto, ale kilka.
I byłoby świetnie, gdyby reszta obowiązków, przede wszystkim sprzątanie, na tym nie cierpiało. Pomyślałam jednak, że na sprzątanie przyjdzie czas.
Ostatnio zachwyciło mnie kilka przepisów na ciasta. Nadałam im lekko mój charakter i zamierzam się nimi podzielić.
W okresie przedświątecznym obowiązkowe wypieki to różnego rodzaju kruche ciasteczka i pierniczki. W niektórych krajach nazywają je ciasteczkami adwentowymi. Nie dość, że są pyszne, to poukładane na talerzach czy w misach, obok cytrusów i orzechów, zapalonych świeczek, tworzą cudowny klimat.

Dzisiejsze ciasto wygląda niepozornie, ale w smaku równa się najlepszym shortbread, czyli tradycyjnym maślano - kruchym ciasteczkom, wypiekom typowo angielskim, znanym na całym świecie.




KRUCHE CIASTO Z CUKREM

Składniki:

250g masła
1i 1/2 łyżeczka esencji waniliowej
220g mąki pszennej
70g mąki kukurydzianej
65g mielonych migdałów
120g brązowego cukru
odrobina cukru do posypania ciasta
odrobina soli morskiej




Jak zrobiłam:

1.   Masło utarłam z cukrem i szczyptą soli na gładką masę. Dodałam do niej esencję waniliową i całość dobrze wymieszałam. Stopniowo dodawałam mąkę, oba rodzaje, i mielone migdały. Krótko wyrobiłam. 




2.   Ciasto podzieliłam na dwie równe części. Każdą z części rozgniotłam na placek, a potem rozwałkowałam na 20cm krążki. Krążki posypałam z wierzchu brązowym cukrem, obłożyłam z obu stron papierem i położyłam na blaszce do pieczenia, Miały dokładnie 20cm średnicy i oba zmieściły się na jednej blaszce.
Blaszkę włożyłam do lodówki na 15 minut.



   

3.   Piekarnik rozgrzałam do 180'C. Blaszkę wyjęłam z lodówki i zdjęłam papier w wierzchu. Ciasto było twardawe. Brzegi poszczypałam palcami, chociaż trzeba to było zrobić mocniej, bo w trakcie pieczenia wzorek falbanki prawie znikł.
Pokroiłam je przed pieczeniem na trójkąty, ale delikatnie, tylko z wierzchu.





4.   Piekłam przez około 30 minut, aż stało się lekko złociste. Po wyjęciu pokroiłam jeszcze raz na trójkąty, które zaznaczyłam wcześniej. Zostawiłam do wystygnięcia.Nie można ciasta ruszać, dopóki nie będzie zupełnie chłodne. Wtedy stare się twarde i przyjemnie kruche.





A na koniec muszę się pochwalić, że wygrałam konkurs ogłoszony przez blog POKONAĆ SIEBIE  na najlepszy przepis z olejem z pestek dyni! Banerek konkursu jest widoczny po prawej stronie.
Jestem bardzo dumna, a do tego polubiłam ten olej bezwarunkowo! Polecam go wszystkim gorąco; jest wyrazisty w smaku, ma piękną barwę i konsystencję.
Przepis, którym wygrałam konkurs to Chleb z olejem z pestek dyni. Chleb też jest bardzo udany i dołączył do moich ulubionych przepisów.

niedziela, 2 grudnia 2012

2 grudnia 2012

Dzisiejsze danie to wynik ćwiczeń przedświątecznych.
Zaczęłam myśleć o wigilijnych potrawach i postanowiłam popracować nad dobrym i prostym przepisem na pierogi, a właściwie na ciasto na nie. Z farszami radzę sobie doskonale, ale dobry przepis na ciasto to dla mnie ciągle tajemnica. Na szczęście chyba mogę powiedzieć, że to była tajemnica, bo po wypróbowaniu przepisu Ewy, łatwego i szybkiego, jestem spokojna o pierogi wigilijne.
Pierogi zrobiłam z farszem nie do końca świątecznym, ale bardzo dobrym; tak dobrym, że zdjęcia udało mi się zrobić w ostatniej chwili, kiedy były już na patelni.



PIEROGI Z DYNIĄ, RICOTTĄ I SEREM GRUYERE




Składniki:
ciasto na pierogi:

220g mąki
4 łyżki oliwy z oliwek
4 łyżki wody
sól 

farsz:

2 dość grube plastry dyni, wydrążone i pokrojone na duże kawałki
około 200g serka ricotta
1/2 opakowania serka bryndza
kawałek sera Gruyere, startego na tarce o grubych oczkach
sól, pieprz




Jak zrobiłam:
ciasto na pierogi:

1.   W mące ze szczyptą soli zrobiłam dołek, wlałam do niego oliwę i lekko rozmieszałam. Potem dolewałam po łyżce wody i dalej mieszałam. Kiedy zużyłam już całą wodę, zaczęłam wyrabiać ciasto. Wyrabiałam, aż było gładkie i elastyczne. Jeżeli jest trochę za suche, można dodać odrobinę wody podczas wyrabiania.

2.   Ciasto podzieliłam na dwie części, żeby było łatwiej rozwałkować, każdą osobno, na jak najcieńsze placki. W plackach wykrawałam spore kółka. W dużym garnku zagotowałam wodę z odrobiną soli.






farsz:

1.   Pokrojoną dynię posypałam lekko solą i pieprzem i usmażyłam na patelni z 2 łyżkami oliwy. Kiedy zrobiła się miękka, a trwało to kilka minut, o tej porze roku dynie łatwo się rozgotowują, rozgniotłam ją widelcem na papkę. Ostudziłam.

2.   Dodałam ser ricotta, kremową bryndzę a potem starty ser Gruyere. Wszystko wymieszałam na gładką masę. Jeszcze trochę doprawiłam.

3.   Na krążki ciasta nakładałam po łyżce farszu i dokładnie zlepiałam brzegi. Wrzucałam na gotującą wodę i gotowałam około 2 minuty od wypłynięcia.






Pierogi smakują doskonale polane oliwą z dodatkiem jogurtu greckiego.
Co do farszu, można wymieniać składniki; nie trzeba używać serka ricotta, tłusty ser twarogowy też będzie dobry. Podobnie z serem gruyere, może to być każdy inny, ostry w smaku, ser żółty.
A do pierogów świątecznych można zrobić tradycyjny farsz grzybowy, ziemniaczany czy z kapusty kiszonej, oczywiście. 




 Moje pierogi były odsmażana bo takie lubię najbardziej, ale oczywiście gorące, prosto z wody są również bardzo dobre.