sobota, 30 marca 2013

drożdżowe krantz cake, inaczej babbka

Mnóstwo ciekawych rzeczy wyczytałam w 'Jerusalem' Ottolenghi i Tamimi.
Ciasta drożdżowe, wzbogacone jajkami, cukrem, oliwą i masłem, to podstawa i duma kuchni Żydów aszkenazyjskich. Tak mnie to zainteresowało, po części dlatego również, że jeden z moich studentów nosi takie właśnie nazwisko, że poczytałam i wiem, że to grupa Żydów dawniej z południowych Niemiec, a później również z Rumunii, Polski, Węgier i Czech. Dla Żydów dniem świętym jest sobota, dzień siódmy tygodnia, i ten dzień należy obchodzić jedząc, bawiąc się i ciesząc. Ale jedzenie to podstawa, a wszyscy Żydzi w Jerozolimie ukochali ciasta drożdżowe pieczone przez cafe Kadosh, kultowe miejsce w sercu miasta, założone przez Itzika i Keren Kadosh w 1967 roku, do którego w piątek, przed Szabatem tłumy się zjeżdżają, żeby kupić świeżutkie krantze.
Krantze nie są łatwe, ale ja kocham ciasta drożdżowe, kocham książkę 'Jerusalem', a teraz, już na zawsze kocham krantze.



DROŻDŻOWE KRANTZE Z CZEKOLADĄ





Składniki:
ciasto:

530g mąki pszennej
100g cukru
2 łyżeczki suchych drożdży
skórka starta z 1 cytryny
3 duże jajka od szczęśliwych kur
 120ml wody
1/4 łyżeczki soli
150g masła o temperaturze pokojowej, pokrojonego na małe kawałeczki
olej, do natłuszczenia formy





nadzienie czekoladowe:

50g cukru pudru
30g kakao w proszku
130g gorzkiej czekolady, roztopionej
120g masła, roztopionego
100g orzechów, pekan, włoskich, ewentualnie migdałów, posiekanych na grube kawałki
2 łyżki cukru





syrop do nasączenia dwóch ciast:

160ml wody
260g cukru


Jak zrobiłam:
ciasto:

1.   Mąkę, cukier, drożdże i skórkę z cytryny mieszałam mikserem z końcówkami do ciasta drożdżowego, czyli hakami, na małej prędkości, przez 1 minutę. Potem dodałam jajka i wodę i mieszałam na małych obrotach przez kilka sekund. Potem zwiększyłam prędkość i mieszałam przez około 3 minuty, do momentu kiedy składniki doskonale się połączyły. Dodałam sól i zaczęłam dodawać masło, po kilka kawałków, mieszając, aż połączyło się z ciastem. Mieszałam jeszcze przez 10 minut, aż ciasto było gładkie, elastyczne, błyszczące i odchodzące od ścian miski.

2.   Miskę nasmarowałam olejem i włożyłam do niej ciasto, przykryłam folią spożywczą i włożyłam do lodówki na noc do wyrośnięcia.




3.   Natłuściłam dwie formy, keksówki i wyłożyłam papierem do pieczenia. Podzieliłam ciasto na dwie części, większą i mniejszą, bo takie miałam formy, jedną zostawiłam w lodówce. 

4.   Przygotowałam nadzienie czekoladowe, łącząc wszystkie składniki. Powinno przypominać w konsystencji pastę. Ciasto rozwałkowałam na prostokąt o bokach około 38 x 28cm, dłuższym bokiem bliżej mnie. Nadzienie rozsmarowałam, zostawiając 2cm brzeg dookoła. Posypałam orzechami i cukrem. Dalszy brzeg posmarowałam lekko wodą. Ciasto, przy pomocy obu rąk zrolowałam dość ciasno, jak cygaro. Skleiłam brzeg i położyłam je na sklejeniu. 






5.   Przecięłam roladę ciasta wzdłuż, na dwie części, tak, że nadzienie było widoczne i ułożyłam obie części nadzieniem ku górze. Jedną część położyłam na wierzchu drugiej, skleiłam końce, a potem przeplatałam obie części, góra - dół, aż uzyskałam rodzaj warkocza dwupasmowego. Delikatnie przeniosłam do formy, przykryłam wilgotnym ręcznikiem i zostawiłam na godzinę do wyrośnięcia. Te same czynności powtórzyłam z drugą porcją ciasta.





6.   Piekarnik rozgrzałam do 190'C. Oba ciasta włożyłam do dobrze nagrzanego piekarnika i piekłam przez około 30 minut, aż patyczek wychodził kompletnie suchy.





W międzyczasie przygotowałam syrop:

Połączyłam wodę z cukrem w rondelku i na małym ogniu doprowadziłam do wrzenia. Kiedy cukier się rozpuścił, zdjęłam z ognia i wystudziłam. 

Natychmiast po wyjęciu ciast z pieca, polewałam je syropem, aż cały wykorzystałam. Kiedy ciasta były już tylko lekko ciepłe, wyjęłam je z foremek i pozwoliłam im kompletnie wystygnąć, zanim ciasto podałam.






Ciasto jest zaskakująco wilgotne, nasączone syropem, a smak porównywalny do babki nasączonej rumem, stąd inna nazwa krantze - babbka. Czekolada i orzechy nadają smak, ale wyczuwa się jednocześnie maślano - drożdżowy aromat ciasta. 
W miarę upływu czasu ciasto zyskuje, staje się jeszcze cięższe, bardziej wilgotne i nasycone.
Przygotowanie nie jest łatwe, ale warte wysiłku, a poza tym ciasta jest dużo, bo aż dwie duże babki pyszności.



  

Podoba mi się w krantze to, że jest slow, nie da się robienia przyspieszyć, wymaga wysiłku i skupienia, ale za to nagradza smakiem. Tak się powinno gotować i przygotowywać jedzenia, a potem je celebrować i cieszyć się nim; na tym opiera się prawdziwa kuchnia.

9 komentarzy:

  1. Wygląda cudownie i byłabym w stanie poświęcić czas na przygotowanie go :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie tez zachwyca kuchnia Yotama Ottolenghi.
    Mam wszystkie Jego trzy książki i nie wiem,która najlepsza...
    Jerusalem została napisana jako wspomnienie o ojczyźnie,choć w każdej przewija się temat kuchni Wschodu.
    Kawiarnię Kadesh miałam okazję odwiedzić osobiście.
    Jej wypieki nie mają sobie równych.
    A Twój krantz wygląda przepysznie!
    Hallelujah!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! Dziękuję za miły komentarz, a którą książkę masz jeszcze, oprócz zapewne 'Plenty"? Ja planuję się tam wybrać, Kadesh odwiedzę obowiązkowo, a Tobie straaaasznie zazdroszczę bycia tam, strasznie! Smaki niesamowite, prawda? Jak oni to robią? To jesy prawdziwy slow food dla mnie, i miłość do jedzenia, a składniki absolutnie przedniej jakości. Ja jestem zakochana w tej kuchni i smakach. Pozdrawiam i hallelujah! Maja

      Usuń
  3. widzę że warto kupić tę książkę, jest na liście mojego kolejnego zamówienia z Amazona i już nie mogę się doczekać :) Najlepszego Maju z okazji świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Och, ten wieniec mi wpadł w oko od razu, wygląda fenomenalnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu! bardzo mi miło, dziękuję za odwiedziny i komentarz! pozdrawiam:)

      Usuń